Tu zbójnicy przechowywali skarby
Tu zbójnicy przechowywali skarby
Przejście na kolejny dziedziniec
Artykuły - Články

V AVIONU OŽIL DUCH ONDRÁŠE

„Ej, Ondráš, Ondráš, dobře sobě rozvaž, kerú cestú ít máš…” Tento popěvek se nesl v pondělní podvečer Slezským zámkem umění a podnikání v polském Těšíně. Ve zdejších rekonstruovaných prostorách se konal literárně-hudební večer Kavárny Avion, která ve skutečnosti už více než sedmdesát let neexistuje.

Letošní první setkání „kavárníků” se neslo ve znamení chystaného hudebního představení Ondrášek - pán Lysé hory, které bude mít svou premiéru v dubnu na polské scéně Těšínského divadla.

Renata Putzlacher, kavárenská paní a duše celé literární kavárny Avion, několika desítkám návštěvníků, které od cesty na těšínský zámek neodradilo ani ošklivé zimní počasí, vyprávěla o zbojníku Ondrášovi. Povídání doprovodilo promítání snímků ze skutečných míst, kde reálný Ondrášek pobýval.

„Zjistili jsme, že příběh Ondráše zná málokdo, což je škoda. Mnohdy jeho jméno figuruje na jídelních lístcích v podobě určitých jídel, ale jinak o něm málokdo něco ví. A protože jsme lokální patrioti,vydali jsme se po jeho stopách, kudy se nyní můžeme projít společně,” pozvala hosty kavárny k nevšední procházce za historickým Ondrášem skrze skutečná fakta i legendy a mýty.

Před návštěvníky tak během necelých dvou hodin vyvstal plnokrevný obraz muže, který žil v bouřlivých letech 1680-1715.

„Ona doba byla velmi podobná naší, neboť i tehdy se lidé báli Turků a islámu, a my se dnes obáváme terorismu, byly to doby velmi pohnuté, stejně jako naše a příběh Ondráše o tom také svědčí” vysvětlovala Renata.

Mluvené slovo se prolínalo se zpěvem dvou Tomášů. Muzikanta a hudebníka Tomáše Kočka, který již před lety natočil desku Ondráš aneb Do kamene tesané, a Tomasze Kłaptocze, lídra skupiny Akurat a představitele hlavní role Ondráše v chystaném představení.

Kavárna Avion, která není, nepřesídlila na Slezský zámek umění a podnikání v Cieszyně natrvalo, jen se opět o kousek přiblížila místům, kde stávala skutečná kavárna Avion. Ta totiž sídlila na dohled zámku na druhé straně řeky Olše.

„Dokud kavárna Avion není tam, kde byla, nabízíme pohostinně prostory literární kavárně na našem zámku,” řekla ředitelka zámku Ewa Gołębiowska. Této možnosti pořádat občas kavárnu Avion na polské straně Těšína se Renata Putzlacher nebrání.

Gabriela Cichá
Karvinsko, 9. 3. 2005


ONDRASZEK W SCENIE POLSKIEJ

Wywiad z Renatą Putzlacher, autorką scenariusza

Pani Renato, jak właściwie zrodził się pomysł napisania nowej sztuki o Ondraszku? Czy miały tu na panią wpływ płyty Tomáša Kočki z utworami ze zbójnicką tematyką?

To był szczęśliwy zbieg okoliczności. Współpracując z Tomaszem nad spektaklem „Cieszyńskie niebo” słuchałam nagranych przez niego płyt i doszłam do wniosku, że jego CD „Do kamene tesané aneb Ondráš” jest gotowym materiałem na spektakl muzyczny. Również na innych jego płytach jest wiele swojskich, beskidzkich wątków. Dziwiłam się, że nikt się za to jeszcze nie zabrał i samorzutnie zaczęłam tłumaczyć jego piosenki. W tym samym czasie okazało się, że Bogdan Kokotek duma o realizacji Ondraszka i również on pomyślał, że Tomasz, który pochodzi z Frydku, a więc ze stron rodzinnych naszego bohatera, mógłby zająć się muzyką do tego spektaklu. Kiedy usiedliśmy w trójkę przy jednym stoliku po premierze „Nieba”, wiedzieliśmy, że spotkała się trójka lokalnych patriotów, gotowych podjąć to wyzwanie.

Wielu Zaolziaków czytając o planach wystawienia przez Scenę Polską sztuki o Ondraszku na pewno spodziewało się, że sięgniecie po powieść Gustawa Morcinka…

Ja z kolei dziwiłam się niejednokrotnie, dlaczego Scena Polska w ciągu ponad pięćdziesięciu lat swego istnienia nie wzięła na warsztat właśnie jego „Ondraszka”, w końcu jest on nam bliższy niż Janosik, Dobosz, Proćpak czy inni karpaccy zbójnicy. Powieść Morcinka ujrzała światło dzienne w latach pięćdziesiątych, kiedy młoda jeszcze Scena Polska wystawiała sztuki Szekspira, Moliera, Schillera, a był to na pewno dobry moment, żeby sięgnąć również po temat regionalny. Powieść Morcinka oparta jest na materiałach historycznych, ale miejscami autor dał się ponieść bujnej fantazji. Wójt z Janowic, poddany cesarza austriackiego rusza na przykład ze swym małym synem Ondraszkiem do Tarnowskich Gór i tam król Jan III Sobieski, ruszający na wyprawę wiedeńską, błogosławi przyszłego zbójnika, którego Morcinek kreuje na następcę Kostki Napierskiego. Dla czeskich znawców tej tematyki brzmi to jak sci-fi. Dzisiejsi badacze literatury zarzucają Morcinkowi socrealistyczne (powieść została wydana w 1953 roku) potraktowanie postaci bohatera walczącego o prawa uciskanych chłopów, a także górników-gwarków (!) z Tarnowskich Gór. Groteskowa jest w tej powieści postać Janosika, z którego Morcinek zrobił nieporadnego złodziejaszka, który nie jest nawet wart tego, żeby nieulękniony Ondraszek uratował go od śmierci.

Czy czerpaliście inspirację u innych autorów, którzy pisali o tym zbójniku? Wspomnijmy chociażby Karola Bergera i jego sztukę „Zbójnik śląski”...

Każda epoka w inny sposób interpretuje historię, każdy ustrój inaczej przedstawia wersję minionych wydarzeń. Również każdy z nas ma własne wyobrażenie na temat historii Ondraszka, ukształtowane na podstawie lektur lub zasłyszanych opowieści. Starałam się dotrzeć do polskich i czeskich opracowań tego tematu. Można powiedzieć, że nie tylko każda epoka, ale także każdy naród (istnieją też niemieckie utwory o śląskim zbójniku) ma swojego Ondraszka. W najwcześniejszych utworach o nim pojawiają się na przykład postaci Colombiny, tureckiego księcia, dobrotliwego cesarza, romantycznie zakochanej hrabiny Prażmowej. Kiedy zaczęły dochodzić do głosu wątki narodowowyzwoleńcze, Polacy, Czesi i Niemcy zaczęli przyswajać sobie Ondraszka i szukać dowodów na to, że był on takiej a nie innej narodowości. A przecież urodził on się w XVII wieku, kiedy tych kwestii jeszcze nie rozważano. A dla proletariuszy wszystkich krajów stał się on wreszcie wyrazicielem walki ciemiężonych chłopów z wyzyskiwaczami. Po wojnie z kolei jeden z autorów sztuki o Ondraszku dedykował ją „pamięci czechosłowackich i radzieckich partyzantów, walczących w Beskidach za wolność naszą i waszą”. Moim marzeniem i wyzwaniem byłoby napisać właśnie taki spektakl - o przemianach bohatera w zależności od epoki. Nie spełniłby on jednak wyobrażeń widzów Sceny Polskiej, dlatego postanowiliśmy napisać własną wersję historii śląskiego zbójnika, który od trzystu lat inspiruje pisarzy, kompozytorów i malarzy. Nasz „Ondraszek” korzysta z dotychczasowych podań i legend, ale także z osobistych dociekań realizatorów, zwiedziliśmy bowiem z Bogdanem, Tomaszem i fotografem Wiesławem Przeczkiem miejsca, związane z naszym bohaterem i dotarliśmy do materiałów źródłowych i najnowszych badań naukowych dotyczących problematyki zbójnictwa w Karpatach. Można powiedzieć, że będzie to wypowiedź generacyjna polskich, morawskich i słowackich realizatorów na temat bohatera wywodzącego się ze skomplikowanego pod względem narodowościowym i wyznaniowym regionu.

Na pierwszej próbie czytanej w Janowicach czy na spotkaniu  AVION-ie w Cieszynie powracacie wspomnieniami do swoich wypraw śladami słynnego zbójnika…

Dokładnie rok temu poszłam sama na pierwszą wyprawę - po wysłuchaniu płyty Tomasza „Hodovnice” chciałam przyjrzeć się naszej Goduli przez pryzmat tego, o czym mówi ta płyta. Piosenka, która ją otwiera, rozpoczyna również nasz spektakl. Wybrałam się też na Ondrzejnik, bo tam miała swoją siedzibę Dziwo Hana, czarownica, która miała zgodnie z legendą wyposażyć Ondraszka w czarodziejskie moce i przedmioty. Na Łysą Górę wyruszyliśmy już w trójkę i po drodze zwiedziliśmy „Ondraszkowe dziury”, w których zbójnicy ponoć przechowywali swoje skarby. Gdy dotarliśmy na szczyt, wzruszający był dla nas fakt, że te fascynujące widoki oglądał również przed trzystu laty historyczny Ondraszek, pan Łysej Góry, która była majątkiem janowickich wójtów. Kolejna nasza wyprawa rozpoczynała się w Janowicach, miejscu narodzin Ondraszka, potem zwiedziliśmy Przybor, w którym zgodnie z legendą syn wójta studiował u ojców pijarów, Frydek, gdzie niedoszły kleryk został sekretarzem na zamku hrabiego Prażmy, Hukwaldy, na których był ponoć więziony ojciec Ondraszka i wreszcie Świadnów, gdzie na zabawie w karczmie zdrajca Juraszek zabił Ondraszka. Spotkanie na zamku w Cieszynie też nie jest przypadkowe - tu zgodnie z legendą miał Juraszek przyjść po nagrodę za swój czyn, a zamiast tego został powieszony na cieszyńskim Galgenbergu.

Niektórzy historycy twierdzą, że Ondraszek - u was Andrzej Szebesta - nosił jednak nazwisko Fuciman, podobnie jak Juraszek, który nb. jest czasami uznawany za kuzyna słynnego harnasia.

W starych dokumentach widniało albo sformułowanie Ondra fogt. Janow. albo Ondřej fojt Janovský albo Andreas Schebesta aus Janovitz. Nazwisko Szebesta przyjęło się jednak w tradycji literackiej i my do niej nawiązaliśmy. Historycy twierdzą z kolei, że w XVII wieku wójtami w Janowicach byli Fucimanowie (albo Fuczimanowie). To nazwisko nosił również domniemany kuzyn Ondraszka, Jura Fuciman z Malenowic, nazywany niekiedy Jurą Juraszkiem. Podobne nieścisłości związane są z imionami innych bohaterów - żony hrabiego Prażmy, ukochanej Ondraszka Dorotki, członków zbójnickiej drużyny. Kiedy nie były pewne źródła historyczne, opieraliśmy się na faktach najczęściej powtarzanych w tradycji ustnej lub literaturze.

Do dziś Zaolziacy - i nie tylko - wspominają słynną sztukę „Janosik, czyli Na szkle malowane”. Czy i to przedstawienie was inspirowało? No i jak w ogóle ocenia pani sztuki z tematyką zbójnicką, których w repertuarze Sceny Polskiej było dotychczas sporo?

Nasz spektakl jest świadomym nawiązaniem do tej tradycji, bowiem już w okresie pracy na stanowisku kierownika literackiego Sceny Polskiej myślałam o potrzebie wypełnienia tego pustego miejsca, jakim była nieobecność Ondraszka na naszej scenie. Zamiast tego przetłumaczyłam „Balladę dla bandyty”, bo czułam, że przeniesienie tego słynnego brneńskiego spektaklu do Cieszyna symbolicznie skróci dystans między tymi dwoma miastami, w których na przemian mieszkam. Dziś wiem, że wszystko ma swój czas i miejsce i „Ondraszek” czekał chyba na taki a nie inny team realizatorów. Nie dlatego, że jesteśmy wyjątkowi, ale dlatego, że wszyscy jesteśmy zafascynowani tym tematem. Już w trakcie pracy nad „Cieszyńskim niebem” zrozumiałam, że wolę pracę w gronie zapaleńców od samotnego zmagania się z tematem i kartką papieru. Najbardziej pociąga mnie proces, to jak projekt się zmienia i pierwotny zamysł się rozrasta. Dyskutując o Ondraszku braliśmy pod uwagę poprzednie realizacje spektakli o tematyce zbójnickiej. Wszystkie mają wspólne rysy - nieprzeciętny bohater, magiczne moce, zdrada lub jego męczeńska śmierć, legenda pośmiertna. Nie chcieliśmy, żeby nasz spektakl był rewią ładnych piosenek albo prezentacją urokliwych obrazków i znanych nam m.in. z „Godek śląskich” wesołych przygód Ondraszka. Nasz bohater urodził się po wojnie trzydziestoletniej, żył w czasach baroku, kontrreformacji. To nie były łatwe czasy, zwłaszcza na Śląsku, gdzie trzeba było się bez przerwy opowiadać, po której stronie barykady się stoi. Nasz Ondraszek jest synem ewangelika i katoliczki, jest nieprzeciętną jednostką, która szuka swojego miejsca na ziemi. To bardzo współczesny bohater, a jego historia nie jest „malowana na szkle”, ale raczej „ciosana w drewnie”. Natomiast pragnę podkreślić, że „Ondraszek - Pan Łysej Góry” nie jest sztuką historyczną, to nasza wspólna, oparta na dyskusjach i przemyśleniach wizja tamtej epoki. Z potrzeby serca stworzyliśmy również witrynę internetową poświęconą naszemu bohaterowi - www.tdivadlo.cz/ondraszek Zawdzięczamy ją wspaniałomyślności webmastera Roberta Wałaskiego, autora stron poświęconych „Cieszyńskiemu niebu”. Razem z nim i fotografikiem Wiesławem Przeczkiem realizujemy te strony „w czynie społecznym”. Zapraszam już dziś na premierę, która odbędzie się w sobotę 2 kwietnia. A ponieważ od początku towarzyszą nam niezwykłe zbiegi okoliczności, okazało się, że termin ten zbiega się z 290. rocznicą śmierci historycznego Ondraszka. Mamy nadzieję, że zawitają do nas z tej okazji również wójtowie Janowic i Świadnowa, z którymi spotkaliśmy się w trakcie naszych wojaży.

Rozmawiał: Jacek Sikora
„Głos Ludu”, 12. 3. 2005

 
[CNW:Counter]